Pomoc sąsiedzka - rozrywki
Życie na dawnej wsi wymagało pomocy sąsiedzkiej przy cięższych pracach. To z kolei kształtowało więzi sąsiedzkie oraz normy obyczajowe. Zawsze przy spotkaniu witano się i chwilę rozmawiano. Osoba wchodząca do domu witała wszystkich domowników słowami: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, na co oni odpowiadali: „Na wieki wieków. Amen”. Pracujących w polu pozdrawiano zawsze: „Szczęść Boże”, na co odpowiadali: „Daj Panie Boże”. Więzi społeczne kształtowały się szczególnie podczas pomocy sąsiedzkiej. Było wiele prac, które sąsiedzi wykonywali wspólnie np. żniwa, kopanie ziemniaków, darcie pierza czy kiszenie kapusty. Prace te wykonywano po kolei u umówionych osób. Zwykle chodziło się „na odrobek”. Ważna była wspólnotowość.
A. Kiszenie kapusty
Zazwyczaj od października do Adwentu zajmowano się kiszeniem kapusty. Były z tym związane liczne zwyczaje i przesądy. Beczki na kapustę były dębowe i musiały być porządnie wymyte wodą z solą oraz wyparzone. Te przygotowania najczęściej wykonywali mężczyźni pomagając sobie po sąsiedzku. Kobiety natomiast obierały kapustę z wierzchnich liści, które odkładano dla bydła i wykrawały głąby. Dawniej, zanim pojawiły się szatkownice, kapustę siekano nożem lub specjalnym siekaczem. Do pomocy przy tym przychodziły także sąsiadki. Posiekaną kapustę układano w beczce warstwami, posypywano solą kamienną i kminkiem, a czasem dawano twarde jabłka oraz mniejsze główki kapusty w całości, które potem używano na gołąbki. Każdą warstwę trzeba było mocno ubić. Jeżeli kapustę kiszono w małej beczce to ubijano ją za pomocą specjalnego tłuczka. Natomiast w dużych beczkach kapustę ubijali zwykle mężczyźni - tzw. „ubijoce”, „gniotoce”. Jednak zanim zaczęli ją ugniatać musieli „przy świadkach” starannie wymyć nogi i dokładnie wytrzeć czystym ręcznikiem. Zdarzało się, że „ugniatacz” zatańczył w beczce, śpiewając przy tym. Kiszenie kapusty oprócz pracy było także okazją do spotkań sąsiedzkich. Kobiety umilały sobie jesienne wieczory śpiewem opowiadaniem plotek, anegdot, przysłów, opowieści o przeszłości. Po skończonej pracy zwykle odbywał się poczęstunek, a niekiedy i tańce.
B. Pranie
Pranie zwykle robiono raz w tygodniu. Rzeczy do prania moczono najpierw na noc w dużych cebrach. Aby dokładnie oplamić i wybielić pranie, warstwy tkanin posypywano popiołem i zalewano ługiem zrobionym z zaparzonego popiołu. Następnego dnia kobiety szły do rzeki prać. Na specjalnie miejscach - tzw. ławkach prały za pomocą kijanek i płukały. Jednak była to bardzo żmudna praca. Potem pojawiły się tarki i już pranie było łatwiejsze. Zaczęto także prać w większych baliach, używając ciepłej wody. I nie chodzono już nad rzekę. Jednak takie spotkania przy praniu były także swego rodzaju spotkaniami towarzyskimi. Kobiety mogły się spotkać, porozmawiać w czasie pracy. Wspólnie spędzały czas.
C. Darcie pierza.
Dawniej na wsi jesienne i zimowe wieczory upływały pod znakiem darcia pierza. Gromadziło się nawet kilkanaście kobiet i dziewcząt i przez kolejne wieczory darły pierze, kolejno w większości domów. Była to żmudna praca, wymagająca sporo czasu i cierpliwości, dlatego wykonywano ją wieczorami. Pióra były przechowywane zwykle w płóciennych workach. Wyciągano je na stół, który stawiano na środku izby, żeby wokół mogło siąść jak najwięcej kobiet. Każda miała na kolanach miskę, do której wrzucała odarte części pierza. Zbędne części piór były wyrzucane na podłogę. Większe pióra brało się w palce, obierało je i tak powstawał puch, który odkładało się osobno, a następnie wypychano nim poduszki i pierzyny. Dzięki temu sztywne pióra nie wystawały spod poduszki. Podczas skubania mężczyźni mogli przebywać w domu, ale nie pomagali kobietom. Najczęściej w tym czasie zajmowali się czymś innym, np. reperowali uprząż konia lub pletli wiklinowe koszyki. Darcie pierza było też połączone z zabawą. Kobiety umilały sobie czas śpiewami i żartami. Po kilku godzinach pracy gospodyni dawała poczęstunek. Było to zwykle ciasto drożdżowe, chleb z mlekiem, herbata ziołowa, a czasem i jakaś okowita. Zdarzało się, że po skończonej pracy przychodzili mężczyźni i przy muzyce zabawa nieraz trwała do późna. Skubanie pierza kończyło się tzw. wyskubkiem - czyli zabawą, na którą gospodynie piekły ciasta drożdżowe, kołacze, podawały np. wino, czasem zapraszały też muzyków. Gospodyni, która nie zrobiła wyskubka, nie miała co liczyć na pomoc sąsiedzką przy darciu pierza w przyszłym roku.
D. Schadzki
Często odwiedzano się wzajemnie na tzw. schadzkach. Zimą spotykano się po domach, a w porze letniej, siadano pod gołym niebem. Zwykle spotykano się w niedzielę i święta. Starsi opowiadali przeróżne opowieści: o pańszczyźnie, wojnach, zarazach, czarach i strachach. Częstym miejscem takich spotkań była także karczma. Gospodarze zaglądali tam raczej rzadko, ale młodzież odwiedzała je często.
ŹRÓDŁO:
„Źródła kultury ludowej Puszczy Sandomierskiej” pod red. Krzysztofa Ruszla, Kolbuszowa 2014.
Franciszek Kotula, „Z Sandomierskiej Puszczy”, Kraków 1962.
Ruszel K., Leksykon kultury ludowej w Rzeszowskiem, Rzeszów 2004
